Fake pendrive, czyli jak nie dać się nabrać na tanie duże pamięci USB

Brat postanowił że chce kupić pendrive. A że ma 11 lat – wciągnął w to mamę. Wyszukali aukcję na Allegro – 32GB pendrive w licytacji od złotówki. „z wbudowanym Chipem firmy Samsung”.

Jak Samsung to Samsung, w kcu znana firma to musi być dobry. Licytacja stanęła na 32zł (jaka okrągła kwota). Niestety nikt nie pomyślał żeby skonsultować to ze mną – a o zakupie dowiedziałem się kiedy brat z wypiekami na twarzy odbierał przesyłkę. Ale nie był długo zadowolony.

Znając sytuację na rynku pendrivów, gdzie co chwilę na forach elektronicznych pojawia się płacz że nowiutki pendrive marki „dziadek i wujek zrobili w garażu” zgłasza się jako X GB, ale po Y (Y<X)GB nagle zaczyna ginąć dane, od razu postanowiłem go zweryfikować. Mianownik dla nich jest wspólny – okazyjnie kupione, zwykle bez loga, często w typowych obudowach jak reklamówki – zdjęcie na początku wpisu pokazuje tą konkretną sztukę o której właśnie piszę. Często zdarzają się też jakieś ‚ekskluzywne’ – że niby skóra czy pozłacane. Na 99% to ten sam kit.

Czytaj dalej…

S.M.A.R.T. czyli twardziel nie zawsze taki sprytny jakbyśmy tego chcieli.

Przypadek z życia wzięty, w sumie relacjonowany prawie na żywo. A dlaczego o tym piszę – na końcu.

Każdy dysk twardy od wielu lat posiada tzw Self-Monitoring, Analysis, and Reporting Technology, w skrócie S.M.A.R.T, czyli zestaw funkcji monitorujących i raportujących jego stan. Stąd wiemy ile godzin dysk przepracował, ile upadków przeżył, znamy stan fizyczny (badsectory itd).

Moja przygoda zaczęła się tu pół roku temu. Posiadam domowy serwer plików, www i nie tylko (do niedawna serwował choćby kitor.pl). Oparty o płytę główną ITX, małą płaską obudowę i dwa dyski SATA. Problem polegał na tym że urządzenie stało w pionie na podłodze, blisko szafy – ale praktycznie w przejściu. I w końcu stało się, pod moją nieobecność ktoś przyhaczył o kable nogą i komputer zwyczajnie się przewrócił. Włączony.

Czytaj dalej…

Ekran rezystywny – z czym to się właściwie je?

Fujitsu-Siemens p1610

Od jakiegoś czasu jestem posiadaczem tableta/UMPC znanego jako Fujitsu-Siemens Lifebook p1610. Sprzęt ten należy do świetnej serii urządzeń z ekranem 8.9″, do tego mogące służyć zarówno jako netbook (ze względu na wymiary i długi czas pracy na baterii), jak i po obróceniu ekranu – jako UMPC (trzymałbym się tego pojęcia, nie TabletPC, gdyż posiada jedynie dotyk rezystywny, co wyklucza go z części zastosowań). Jego, tej serii, jak i poprzedniej, słabą stroną jest niestety owy dotyk. Zasada (nie)działania jest prosta – wszystko pracuje ładnie przez jakiś czas, po czym pewnego dnia okazuje się że w jednej osi nagle zaczął się rozjeżdżać względem liniowości. Nie będę ukrywał, że sprzęt w tym momencie wziął mnie z zaskoczenia, gdyż poza tym elementem wykonany jest wg. mnie bardzo, dobrze, szczególnie jak na urządzenie tej firmy.

Koszt wymiany? 60 euro i w górę. Skoro już nie działa tak jak powinien, postanowiłem doświadczalnie poszerzyć swoją wiedzę o tym jak on działa. A o tym w dalszej części artykułu.

 

Czytaj dalej…

Intel D945GCLF2 – Atomowy potwór grzewczy

Intel – bo taka właśnie płyta główna zagościła w moim nowym serwerze stała się bodźcem do popełnienia tego wpisu. Płytka tania, za 200zł można bez problemu kupić fabrycznie nową. Ja nabyłem w tej cenie używaną, ale za to od razu z kością 1GB 800MHz i kartą WiFi, co było dla mnie bardziej na rękę .

Płyta wykonana jest w formacie MiniITX, czyli zaledwie 17×17cm. W sumie mniejsza niż w moim (już niedługo) tablecie. Posiada procesor Intel Atom 330 (2 rdzenie, 4 wątki (HT), 64bit), grafikę GMA950, dźwięk od Realteka, jeden slot DDR2, jeden kanał IDE i dwa SATA. Do tego Gigabit Ethernet i standardowy zestaw złącz (wraz z RS232 i LPT) na tyle. Do tego zgodnie z datasheetem całość (z dyskiem ATA 3.5″, ramem i WiFi na PCI) pobiera 35 watt. Nieźle, co? Idealne pod budowę nettopa, bądź domowego serwera (czyli jak w moim przypadku).

Wpis jednak poświęcę walce z tą płytą, jaką przeżyłem na własnej skórze. Otóż, tak to jest jak najpierw się kupuje, później czyta.

Czytaj dalej…

O “zasilaczach” słów kilka.

Zestaw:
– 2x 17″ LCD
– Mikser audio + “mikro” wieża (z 15watt może daje łącznie)
– Pecet:
— Pentium 4 775 3.0 @ 3.6 (kręcony szyną)
— MSI P6N SLI Platinum – płyta główna
— Radeon x1950 GT 500/600 @ 600/700
— 5GB ramu w czterech kościach DDR2 PC6400 (800MHz)
— SB Live! i SB Audigy (karta na płycie wyłączona z BIOSu)
— Pinnacle PCTV 7110iX – karta TV/DVB-T/DVB-S na PCI-E
— HDD SATA (Samsung bodaj, 250GB)“Zasilacz”: Tracer 4Life/400.

Pecet kręcony, to też niestabilność pierwsze co mi przyniosła na myśl to konieczność wymiany tego dziada. I fakt, przy liczeniu Pi sekcja zasilania CPU aż piszczała, miernik wpięty w zasilacz pokazywał skoki nawet o 0,8V w dół. Zdjąłem taktowanie procesora, nie jest źle (póki co muszę na tym żyć), ale za to sprawdziłem co innego – pobór prądu z sieci.
Pecet wyłączony, monitory i dźwięk odpalone ~100W. Włączyłem peceta – 200… 220… 270… 250… 260… (do kupy, więc pecet 100W mniej!). No to system – zmiana taktowania grafiki, odpalony Crysis w trybie benchmarku GPU, później CPU – najwyższą wartość jaką zanotowałem to 330W.
330 – 100 od dźwięku i monitorów daje 230W poboru mocy przez zasilacz.

Z tego sporo idzie w ciepło, bo w godzinę przy zamkniętych drzwiach potrafi pokój 4×3 ogrzać o 1,5 stopnia. Pytanie wiec – gdzie te 400W?
To tak ku przestrodze dla tych co mają “zasilacz” (cudzysłów celowy) i problemy z stabilnością komputera.

Twitter

Facebook

Sonda

Z jakiego systemu operacyjnego korzystasz?

View Results

Podeślij newsa!
Jeśli widziałeś ciekawe urządzenie lub temat i chciałbyś abyśmy omówili to na łamach PDAsite.pl, skorzystaj z formularza poniżej.

Imię i nazwisko / ksywka* (pojawi się w newsie, jeśli zostanie wykorzystany)

Adres email

Treść wiadomości*

Przepisz kod z obrazka:*
captcha