Lenovo Thinkpad x60 Tablet – czyli jak NIE robić laptopów.

Thinkpad jest moim drugim tabletem, pierwszym była Toshiba M200. W sumie wydałem na niego sporo kasy (gdy go kupowałem cena rynkowa wynosiła ok. 1500zł). Koszt takiego zestawu (wersja z matrycą MultiView i powiększonym akumulatorem) gdy wchodził na rynek wynosiła ok $2600, czyli przy kursie z tamtego okresu (~3,16zł) daje to 8200PLN + wszelkie dodatkowe opłaty z tytułu importu.
Dlaczego zacząłem od cen? Cóż, dalsza część może to wyjaśni. A jest o czym pisać…

Pierwsze wrażenie

W sumie o sprzęcie sporo się naczytałem zanim go zakupiłem – większość osób krytykowała materiały z jakich wykonany jest ten laptop. Mimo to, na zasadzie „w końcu to ThinkPad!” zdecydowałem się na zakup.  Sprzęt przyszedł, wyciągnąłem z pudełka i faktycznie – plastik woła o pomstę do nieba! Palmrest nie dość że się ugina pod rękami, to jeszcze czuć w palcach że zrobiony jest z przetopu porównywalnego do najtańszych Acerów! Tak, plastik! IBM tak przyzwyczaił do stopów tytanu że sam się zdziwiłem. Lenovo zostawiło (na szczęście) wierzch klapy i cały spód, wraz z „wspornikami” z tytanu, ale już boki obudowy i cały środek jest z dziadowskiego plastiku. Na tyle dziadowskiego, że jak już pęknie, to ani zgrzać, ani skleić – wszystko puszczało. Podczas robienia zdjęć do tego tekstu zauważyłem, że mam wytłuczony plastik w okolicach czytnika lini papilarnych – a dwa dni wcześniej tego nie było.

Bebechy

Tu na chwilę przestanę narzekać. Moja sztuka (tak jak wyszła z fabryki) wyposażona jest w procesor Core2Duo L7400 (1.5GHz LV). Fakt, jak na złość szyna 667MHz, ale nie czuć tego. Pamięci DDR2 Samsunga, PC-5300 – 2x1GB, dysk SATA (jak zwykle) Hitachi, 100GB… a teraz uwaga – 7200RPM, 16MB Cache. Bateria powiększona (zwykle z taką chodzą), 66Wh, wytrzymuje jakieś 4 godziny pod obciążeniem. Przy czym uprzedzam, fartem otrzymałem nowiutką baterię, oryginał od Lenovo. Matryca, w moim wypadku niestety tylko XGA (jest wersja z SXGA, którą chciałem kupić), bez Multitouch (czyli nie działa „z palca”), ale za to w wersji zwanej bodaj „MultiView” – kąty widzenia ponad 170 stopni.

Wykonanie – z zewnątrz

I tu zaczynają się schody. Tylko wierzch obudowy matrycy jest z tytanu (zresztą pociągniętego warstwą lakieru i dopiero po tym słynną thinkpadową „gumą”… która się ściera. Tak, widać to chyba najlepiej dookoła loga na początku wpisu, gdzie są srebrne wytarcia. Laptop dotarł do mnie w dość ładnym stanie.

Prawy bok i połowa przodu są już wykonane z czarnego plastiku – również pociągniętego gumą. Kiedyś. Teraz świecą się jak fortepian. Lepiej z tą częścią, która została tytanowa – tam jeszcze całość nie zeszła.

Palmrest ugina się pod rękami – szczególnie prawa część, okolice loga ThinkPada. W tym miejscu powinny się znajdować karty WiFi i GSM, z tym że mój model tej drugiej nie posiada. Ale o tym za chwilę. Lewa część nie ugina się aż tak bardzo, tam sytuację ratuje PCMCIA, która usztywnia konstrukcję.

Spód jest w całości wykonany z tytanu. Tu akurat jest chyba najmniej zjechany wizualnie element tego sprzętu. Z wyjątkiem samych „kantów” ogumienie trzyma się ładnie. Do tego pięć gumek antypoślizgowych (u mnie zostały niestety dwie) + dwie w powiększonym akumulatorze – w moim wypadku ten zestaw wystarcza do bezproblemowej pracy.

…i w środku

A teraz zajrzyjmy w miejsca, w które zwykły user zaglądać nie powinien. Z reguły odstrasza się go „utratą gwarancji”.
Pierwsza sprawa, modem UMTS. Liczyłem na to, że skoro seria posiada taką opcję, to zakupię modem, podłączę i będę korzystać. Ale nie! Nie wlutowano slotu kart SIM, złącza modemu, kilku elementów SMD, diody sygnalizującej stan, oraz brakuje całej anteny! Co ‚weselsze’, to samo tyczy się innych modeli tej marki. Biorąc co najmniej dwukrotność wartości sprzętu, jeszcze oszczędza się na bebechach?!
W poszukiwaniu anteny wybrałem się do okolic matrycy. W efekcie mam ramkę pękniętą w czterech miejscach. Uwaga – ramka jest przyklejona do plastikowej „szyby” zabezpieczającej LCD za pomocą taśmy dwustronnej! WOW! Amazing!
 
Dalej robi się jeszcze ciekawiej. Liczyłem na to, że dokręcę sobie zawiasy – jakoś pięknie to nie chodziło. A tu znowu zimny prysznic – zawiasem jest ten poprzeczny metalowy element. Nawet w Acerach metal wchodzi kawałek pod matrycę, usztywniając konstrukcję! Zresztą dzięki temu mam kolejne dwa pęknięcia na ramce matrycy – nie wytrzymała naprężeń w tej okolicy.
A jak o zawiasie mowa – ten został zrobiony tak, aby użytkownik go zniszczył. Dosłownie. Zaraz za miejscami, w których zawias opiera się podczas obrotu Lenovo wykonało dziury. Wystarczy nieco przesadzić z siłą… i zawias będzie obracał się również w stronę prawą, tak jak i w moim wypadku. Widać to na zdjęciach wyżej. Dla lepszego obrazu sytuacji opisałem to na zdjęciu obok. Aa.. zawias zastępczy od kolegów Chińczyków – jakieś 120zł.
Wróćmy do zaczepu matrycy. Nie chciał zaskakiwać, musiałem popychać zaczep palcem aby załapał. Co się okazało, tytanowe elementy w tej okolicy są tak mocne… że się złamały. Po godzinie walki z wyklejaniem kawałkami aluminium, szlifowaniem i klejeniem zaczep znów działa jak powinien.
Wesoło jest również z mniejszymi elementami. Podczas turnieju CSa klawisz z tyldą po prostu mi wypadł. Rozsypało się całe mocowanie. Natomiast podczas DWO odpadł cały zaczep od rysika do tabletu.
Szczegół, że nigdy nie zakładałem go o nic – odpadł od wkładania w slot (o niego opiera się zaczep blokujący). Tu pomogła lutownica i dobre zgrzanie elementów.
Inna sprawa – zaczepy akumulatora. Jeden umieszczony na jego „czubku” wsuwa się w niemal środek sprzętu. Pozostałe trzy, na krawędzi, zrobione są… były z tytanu. I skończyły tak samo, jak i zaczep matrycy.
Tu również doklejenie kawałków aluminium – tym razem na zawiasie – pomogło. Ba, trzyma się lepiej niż fabrycznie (bo i tak akumulator wsuwał się na to miejsce, ale nie wykorzystywał go jako „podpory”. Tylko dlaczego o tym pomyślałem ja, a nie producent?

Słowo końcowe

Pewnie gdzieś w połowie tekstu pomyślałeś sobie – „przecież ten koleś nie szanuje sprzętu”. Owszem, nie szanuję. Laptopa noszę tylko i wyłącznie w dedykowanym plecaku (Belkina) z oddzielną miękką kieszenią. Nie upadł mi ani razu. Klapą nie trzaskam, nie robię nic na siłę. Ale również nie trzymam laptopa na półce, bo, do cholery, sprzęt za którego brano kiedyś 8 kafli ma służyć do pracy, a nie do głaskania. Jeszcze nigdy żadnego laptopa tak nie zniszczyłem. A spadałem już z Dellem w ręce. Rozbiłem matrycę pięścią. Nosiłem w zwykłym plecaku między owocami, zalewając dwa laptopy sokiem z pomarańczy. A ten, najdroższy i najbardziej szanowany, rozpadł się najszybciej.

Wiem jedno. W tej chwili mam dylemat, czy w razie ewentualnej sprzedaży nie dać go do działu „Uszkodzone”. Bo dla niego w sumie powinien powstać dział „Uszkodzone fabrycznie”…

Komentarze

Autor: Kajetan Krykwiński
Utworzono: 6 kwietnia 2011
Kategorie: Artykuły - Testy i recenzje
Tagi: , , , , ,

Twitter

Facebook

Sonda

Z jakiego systemu operacyjnego korzystasz?

View Results

Podeślij newsa!
Jeśli widziałeś ciekawe urządzenie lub temat i chciałbyś abyśmy omówili to na łamach PDAsite.pl, skorzystaj z formularza poniżej.

Imię i nazwisko / ksywka* (pojawi się w newsie, jeśli zostanie wykorzystany)

Adres email

Treść wiadomości*

Przepisz kod z obrazka:*
captcha